Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne. Pokaż wszystkie posty

20 mar 2014

Kropeczki poszukiwane



Trwają poszukiwania odpowiedniej mąki gryczanej.
Z polskich produktów udało mi się w końcu uzyskać pożądany smak, ale nadal nie jestem zadowolona z koloru naleśników. Poszukuję mąki gryczanej z tzw. czarnymi kropeczkami.
Z nadzieją oczekuję kuriera, ma mi dostarczyć mąkę spod Olsztyna.

8 sie 2011

One Lovely Blog Award

Zostałam wyróżniona przez Mad z Mad About Food One Lovely Blog Award.
Bardzo mi miło, chociaż nie do końca rozumiem, o co chodzi z tym wyróżnieniem, z 7 punktami i 16 blogami. Przypomina mi to łańcuszek szczęścia:)
Ale zawsze milo jest wiedzieć, ze komuś podoba się co pisze i chętnie pobawię się w tą zabawę.



Zasady znajdziecie tutaj.

Rzadko piszę coś o sobie, więc łatwo będzie mi napisać 7 rzeczy, których o mnie nie wiecie.

1. Moją ulubioną porą roku jest jesień. Oczywiście musi być to taka typowa jesień - piękna i złota w październiku, deszcz w listopadzie. Uwielbiam chodzić na spacery na ulice św. Bronisławy, gdzie złote liście szurają pod stopami. Lubię tez zaszyć się z książka pod kocem gdy na zewnątrz pada.

2. Przez 12 lat uczyłam się niemieckiego. Nigdy jednak ten język nie był mi bliski i teraz umiem się tylko przedstawić. A szkoda, bo strasznie chciałabym mieszkać w Berlinie.
Byłam tam tylko raz i mnie zafascynował. Teraz boję się pojechać ponownie obawiając się rozczarować.

3. Mam spódnicę łowicką, która waży 5 kg. Jest piękna. Bardzo lubię motywy folklorystyczne, ale staram się z nimi nie przesadzać.

4. Nie umiem chodzić na szpilkach.

5. Nie lubię i nie umiem (a może nie lubię, bo nie umiem) piec. Za to kocham gotować. I tak samo jest z jedzeniem - wole zjeść smaczny makaron niż tort.

6. Marzę o wakacjach spędzonych na barce we Francji. Codziennie inne miasteczko - inny targ:)

7. Jestem uzależniona od picia kawy poza domem. Zawsze jak jestem na spacerze muszę usiąść w jakiejś kawiarence i napić się cappucino. Jeśli jest ładna pogoda wezmę kawę na wynos i wypiję siedząc na plantach. A w podroży to mój ulubiony punkt programu - poszukiwanie sympatycznej kawiarni, a potem degustacja.

Zadanie nominowania 16 blogów mnie przerosło.
Jest bardzo dużo ciekawych blogów, do których od czasu do czasu chętnie zaglądam (niestety raczej nie mam zwyczaju zostawiać komentarzy), jednak żadnego nie śledzę regularnie.
Nie chcąc nikogo pominąć nie nominuję nikogo.
Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam.


22 mar 2011

Paris, Paris

Nie piszę nic ponieważ:

a) nic nie gotuję, obijam się w domu rodzinnym
b) dzidziuś jest ostatnio bardzo wymagający
c) moją głowę zaprząta tylko i wyłącznie (oprócz dzidziusia i wyrzutów sumienia, że nie piszę) radość z wyjazdu, który nastąpi za tydzień.
Wyjazdu do Paryża!
Przeprowadzam się na cały miesiąc!
Spełnienie marzeń!
Zakupy w małych sklepikach i na ulicznych targach (i kompromitacja, że po francusku umiem wybąkać tylko kilka słów), spacery po ogrodach Tuileries, muzea (z bobo w chuście), darmowe koncerty w kościołach, przekąski w małych bistrach, oglądanie życia miasta przez moje wspaniałe wielkie okna:)
Będzie bosko!
I pewnie o tym też nie napiszę, gdyż nie będę miała internetu.
I dobrze, detoks od informacji się przyda.
Ale obawiam się, że moje blogi umrą śmiercią naturalną, już kiepsko im idzie...
No dobra, może zajrzę czasem do jakiejś kafejki internetowej. Zobaczymy.







Pozdrawiam!

1 mar 2011

Jest takie miejsce - BONA




Ulica Kanonicza, jedna z najstarszych w Krakowie, w samym sercu starego miasta, a jednak na uboczu.
Lubię nią chodzić, nie ma tam tłumów z Grodzkiej, za to jest kostka, hotel Copernicus, kawiarnia literacka i moja ukochana Bona.
W Krakowie Bony są dwie, na ulicy Krupniczej i Kanoniczej.
Na Krupniczej nie byłam – schody do pokonania.
Za to na Kanoniczej czuję się jak w domu, jestem stałym bywalcem.
Przesympatyczna obsługa, która z czasem nauczy się Twojego imienia.
Ładne, przyjemne wnętrze, nic bardzo modnego, po prostu dużo książek, drewniane stoły, przytłumiony kolor zielony i fotele w kratkę.
A do tego moja tarta cytrynowa! Ta sama, którą podaje w Prowincji!
Nie wiem jeszcze jakie kryją się za tym konotacje, ale kiedyś się dowiem.
Duży wybór książek dla dzieci, nowości i literatura anglojęzyczna.
Można poczytać przy kawie i ciastku.
Podają też sałatkę caprese, kanapki, miody pitne.
Miejsce przyjazne maluchom, chociaż niestety nie ma przewijaka w łazience.
Ale uspokajam wszystkim nie mających dzieci – maluchów raczej nie ma (poza moim), więc można spokojnie czytać i pałaszować.

15 sty 2011

Słów kilka o rozczarowaniach - tym państwu już dziekujemy

Dlaczego tak jest, że sukces uderza do głowy?
Szczególnie krakowskim restauratorom.
Jak coś jest dobre to możemy być pewni, że w ciągu roku stanie się sieciówką i zacznie podawać jedzenie marnej jakości.
Fakt ten mnie zasmuca i jednocześnie bardzo denerwuje.

W Berlinie, Rzymie, Londynie czy Paryżu (i wielu innych wspaniałych miastach) restauratorzy trzymają klasę.
Jak wracam do wspomnianych miast po kilkuletniej przerwie mogę śmiało udać się do każdej knajpki i mieć pewność, że dostanę ten sam wspaniały posiłek w tej samej nie zmienionej cenie.
A u nas?

Do tej pory z krakowskich restauracji na nie zmienionym wysokim poziomie utrzymuje się Ancora (tutaj jestem pewna, że jakość się nie zmieni).
Z niższej półki (dużo niższej) - pizzeria Pomodorino (mam obawy, że to kwestia czasu).
Ale o tych dwóch miejscach kiedy indziej.
Dzisiaj będę narzekać i przestrzegać Was przed miejscami, które kiedyś bym pochwaliła.



Pierwszym wielkim rozczarowaniem było Gruzińskie Chaczapuri.
Kto dzisiaj pamięta, że zaczynali jako malutki bar z 5 daniami na krzyż?
Ja pamiętam ich jeszcze z ulicy Sławkowskiej - uwielbiałam tam jeść.
Pyszne chaczapuri z dużą ilością sera w środku polane zwykłymi prostymi sosami - 5 złotych (sosy zostały, ale cała reszta się zmieniła).
Albo lawasz wypełniony po brzegi serem gruzińskim i dobrym mięsem.
Och, to były czasy.
Teraz Chaczapuri jest na każdej krakowskiej ulicy i podaje suchego kurczaka z frytkami, bułkopodobny placek jako chaczapuri itd itd.



Z nowszych rozczarowań - Asia to go.
Zaczynali również skromnie, a pomysł był genialny - 2 dania dobrej jakości, sprzedawane na wynos w pudełeczkach "jak w amerykańskim filmie".
Wystarczył rok, aby dania dobrej jakości zamieniły się w swoją parodię - surowy makaron, nie dogotowany kurczak, cena od razu wyższa.
Za to można to coś kupić już chyba w 4 miejscach w Krakowie.
Uprzedzam - omijać z daleka jeśli ci zdrowie miłe.




No i na koniec moje największe rozczarowanie - Tapas Bar La Fuente z ulicy Bożego Ciała.
To miejsce było dla mnie objawieniem!
Cudowna dziupla na 5 osób podająca hiszpańskie przekąski spod lady (można było sobie wybrać przekąskę i mieć pewność, że są świeże, przygotowywane najwyżej w kilku sztukach), a do tego na twoich oczach robione pyszne bocadillos.
Polecałam to miejsce wszystkim i stołowałam się tam przynajmniej 2 razy w tygodniu.
Pewnego dnia wybrałam się tam po dłuższej przerwie (związanej z uziemieniem mamusiowym w domu), a tu nie ma mojego ukochanego miejsca.
Za to po przeciwnej stronie ulicy jest jego nowszy model.
Z 10 m2 mamy 100 m2.
Już nie ma świeżych kanapek, można sobie jedynie wybrać jedną z wystawionych na ladzie.
Spróbowałam, to już nie to samo.
Klimat się ulotnił.
Jakość niestety też.
A wierzyłam, że przemiła właścicielka La Fuente nie ulegnie komercji.
Miałam ją za pasjonatkę.
Teraz wiem, że światem restauracji w Polsce rządzi tylko pieniądz.
A drogi kliencie jak chcesz mieć zawsze świetną jakość to gotuj sobie sam:)

1 sty 2011

Pies Pianista

Pies Pianista to tak naprawdę nie jest mój przydomek.
Pies Pianista to moje marzenie.
Marzenie o prowadzeniu własnej kawiarni.
Początkowo miało to być malutkie bistro, na wzór moich ulubionych obiadowych miejsc we Włoszech.
Szybko jednak zorientowałam się, że prowadzenie restauracji mnie przerasta (bardzo dziękuję wszystkim, którzy umożliwili mi pracę w restauracjach:)).

Teraz marzę o kawiarni.
O księgarnio - kawiarni.
Takiej jak Numery Litery w Warszawie (jeszcze o nich napiszę).
Urocze miejsce. Dla dorosłych i dla dzieci.

A dlaczego taka głupiutka nazwa?
Pies Pianista jest wynikiem mojego snu.
Uwielbiam sny.
Często bardziej żyję snami niż prawdziwym życiem.
Są dla mnie bardzo ważne.
A sen o Sławnym Psie Pianiście (poważnie śnił mi się piękny labrador grający Bacha) był kwintesencją moich snów.
I tak jakoś zostało.

A oto miejsce gdzie chciałabym otworzyć Psa Pianistę.



Bardzo lubię tą okolicę.
Niestety teren należny obecnie do dewelopera, który raczej zrówna z ziemią zabytkowe budynki fabryki tytoniu (chociaż chyba ostatnio mu pokrzyżowano plany, więc może budynek jeszcze trochę postoi i te śliczne topole też).



Ulica dolnych Młynów wkrótce będzie bardzo modna, naprzeciwko powstaje Ogród Sztuki. Tak więc nawet jak lokal będzie do wynajęcia to i tak nigdy nie będzie mnie na niego stać.
Zresztą i tak nie stać mnie na Psa Pianistę.
I nie mam tyle odwagi.
Więc mam bloga:)

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM ROKU!
ŻYCZĘ WSZYSTKIM SPEŁNIENIA MARZEŃ I PIĘKNYCH SNÓW!

28 paź 2010

Planowa przerwa w dostawie postów



W najbliższym czasie częstotliwość zamieszczania przeze mnie przepisów bardzo zmaleje.
Mam jeszcze kilka przepisów zachomikowanych + jeden na festiwal dyni, więc może nie będzie całkowitej ciszy.

A w przyszłości może jakieś papki dla dzidziusiów będę tutaj polecać:)

3 wrz 2010

:)



Zdjęcie: Trine Thorsen

6 sie 2010

Belgijski łącznik


Otrzymałam piękny prezent.
Dostawa prosto z Brukseli.
Wyśmienite belgijskie piwa i przepyszne czekoladki.
Cieszą oczy i serce, nie mówiąc już o podniebieniu.
Dziękuję.

10 cze 2010

Lenistwo

No i Psinka znowu wyjeżdża.
Tym razem poleniuchować - żadnego całodziennego zwiedzania, nocnych podróży pociągiem, innego łóżka co noc.
Spokój, słońce, smaczyny grill i komary.
Prawdziwe wakacje w Polsce.



PS: Psinka donosi: komentarz o Nowej Prowincji został nagrodzony w konkursie Liski z bloga White Plate!
Psinak wygrała coś pierwszy raz w życiu!:)

20 maj 2010

Vienna/Venezia/Vicenza/Verona



W najbliższym czasie Psinka przebywa na urlopie.
Nowe posty pojawią się zaraz po powrocie.

16 maj 2010

Etnodizajn cd

I jeszcze kilka zdjęć dla tego kto chciał być a nie mógł.
A kto mógł, a nie był - ten trąba (szczególnie, że teraz już wszystko odpłynęło z nurtem Wisły).




15 mar 2010

Piwo, ser, musztarda



Belgowie mają fajny pomysł na przekąskę do piwa. Zamiast paluszków czy orzeszków, zajadają się pysznym żółtym serem pokrojonym w sześciany, maczanym w dobrej musztardzie. Niby takie oczywiste połączenie a przed wizytą w pubie De Garre nigdy na nie nie wpadłam.

Gorąco polecam wszystkim zwiedzającym Brugię:
Piwiarnia De Garre
De Garre 1
Brugge, 8000 BELGIUM

Serwują swoje piwo, oczywiście o nazwie Garre, przystawki i podstawowe dania lunchowe.
Trzeba troszkę poszukać, pub jest ukryty w podwórku. Lokal mieści się na 2 piętrach gotyckiej kamienicy. W środku czuć klimat średniowiecza:)



* zdjęcie wejścia do pubu pochodzi ze strony http://blogimages.bloggen.be/originelecafes/73-f38fbd1d4ef77e9fb8052b9c0f567300.jpg

4 mar 2010

Miksery, bułeczki, suflety

Taa-taaam:



Oto i on!
Mój prezent. Ten czarny obok młynka do pieprzu.



Śliczny, prawda?

Może mało ambitny, bo kto by nie chciał dostać miksera Kitchen Aid pod choinkę, ale co tam. Potrzebuję go. A, że podróż morska ze Stanów trwała długo, to jest jeszcze bardziej wyczekiwany.

Na pierwszy ogień poszły pszenne bułeczki według przepisu Liski.
Właściwie było to podejście numer dwa do tych bułeczek. Po raz pierwszy robiłam ciasto ręcznie i niestety zupełnie nie wyrosło (ale bułeczki mimo, że zakalcowate były pyszne). Troszkę się załamałam. Liska pisze, ze zawsze się udają, a mi zakalec wyszedł.
Cóż, muszę się pogodzić z faktem, że nie umiem ugniatać ciasta. Jak byłam mała to w kuchni tylko wyjadałam resztki masy sernikowej z miski, a nie uczyłam się piec. To samo z ubijaniem piany. Mam za słabe ręce, albo za mało cierpliwości.
No ale od czego jest Kitchen Adi?:)
Tak więc bułeczki, po ugnieceniu ciasta przez maszynę ładnie urosły i były pyszne. Posypałam je moją ulubioną czarnuszką.



Następnie zabrałam się za suflet czekoladowy. Wysoko sobie postawiłam poprzeczkę. Tak wysoko, że aż wysadziłam korki w mieszkaniu:)
Ale suflet był smakowity, niedługo podam przepis.

20 lut 2010

Gwiazdor puka do moich drzwi

A ja mam Wigilie!




Mój długo wyczekiwany prezent dotarł zza mórz i oceanów.
Biedaczek musiał zawracać na nowy kontynent po tym jak kontener uległ zniszczeniu.
Ale jest! cały i zdrowy!
Odpocznie sobie dzień lub dwa po podróży i zapędzę go do pracy!

24 gru 2009



Zdrowych i pogodnych Świąt
życzy Psinka z rodziną

2 gru 2009

Nowy nabytek

Wczoraj odebrałam na poczcie moją nowiutką, śliczniutką makutrę. Wcześniej nie miałam makutry, w ogóle jestem ignorantką w sprawach cukierniczych.
Jestem bardzo podekscytowana. Uważam, że jest idealna. Piękna ceramika, śliczne rownki w środku, pękata, a jednocześnie zgrabna.



W sobotę spróbuję zrobić moją pierwszą kutię (musze poćwiczyć przed Świętami).
U mnie w domu na Boże Narodzenie nie przyrządza się kutii, ale w Podkarpackim jest ona typowym daniem wigilijnym i miałam przyjemność kosztować ją zawsze odwiedzając w tym okresie moje koleżanki z podstawówki. Tak więc kutia kojarzy mi się z dzieciństwem i z moim ambitnym planem, że jak tylko sama będę szykować kolację wigilijną to wprowadzę kutię do repertuaru na stałe.
W tym roku po raz pierwszy spędzam Święta poza domem rodzinnym, w Krakowie. Wigilia co prawda nie będzie u nas, ale każdy ma przynieść jakąś potrawę. Ja postanowiłam przynieść kutię i bezczelnie twierdzić, że to moja tradycja!
Aby wyszło bardziej realistycznie kutia musi być dobra. Tak więc mam całe 3 tygodnie na eksperymenty, aż dzięki różnym proporcjom składników w końcu uzyskam kutię mojego dzieciństwa.
A ponieważ jestem tradycjonalistką to sama utrę mak. W mojej makutrze:)
Trochę się tego przedsięwzięcia obawiam, więc myślę, że zabiorę się za to dopiero w sobotę.
Karol, trzymaj kciuki!

* zdjęcie pochodzi z serwisu Allegro, na którym zamówiłam moją śliczną makutrę. Mój aparat znowu odmówił posłuszeństwa