24 gru 2009



Zdrowych i pogodnych Świąt
życzy Psinka z rodziną

22 gru 2009

Delikatny makaron maślano-serowy

Właściwie zawsze kiedy robię "czyszczenie lodówki" wychodzi z tego coś fajnego. Ponieważ do każdego "znanego" przepisu brakuje przynajmniej jednego składnika trzeba trochę pogłówkować aby efekt końcowy był smaczny. Dodatkowym utrudnieniem jest złe samopoczucie współtowarzysza posiłku, które narzuca delikatną potrawę.
Jednakże na co tu narzekać mając w lodówce masło, ser pleśniowy i seler naciowy?

Delikatny makaron maślano-serowy

2 osoby

250 g makaronu spaghetti
100 g sera pleśniowego lazur
3 łodygi selera naciowego
1/4 szklanki mleka
1/4 szklanki białego wina
5 łyżek masła
kawałek boczku wędzonego (powiedzmy 75 g)
parmezan
sól, pieprz

Boczek pokroić w małą kostkę, wrzucić na rozgrzaną patelnię, zrumienić, zdjąć z patelni.
Seler pokroić w talarki, wrzucić na patelnię (tą samą na której smażył się boczek), dodać 1 łyżkę masła, podsmażyć. Wlać wino, dusić seler aż prawie cały płyn odparuje.

Makaron ugotować al dente, odcedzić.

Na patelnię wrzucić kawałki sera, wlać mleko, podgrzać aż ser się roztopi, często mieszając.
Połączyć z makaronem, dodać pozostałe masło, wszystko wymieszać. Przyprawić świeżo zmieloną solą i pieprzem.
Posypać usmażonym boczkiem oraz świeżo tartym parmezanem.

Smacznego!

21 gru 2009

Spaghetti con vongole

Kocham małże. Surowe ostrygi, ogromne cozze, a najbardziej chyba drobne vongole (małże wenus). Jest to trudna miłość w naszej bezmałżowej Polsce. Dlatego zawsze będąc zagranicą staram się jeść codziennie owoce morza.
Małże mają w sobie to coś, co sprawia że smakują najlepiej z minimalną ilością dodatków. Taką potrawą jest spaghetti vongole, pierwsze danie, które samodzielnie przygotowałam z owoców morza, pod czujnym okiem mojej włoskiej koleżanki Silvi.
W Polsce można oczywiście kupić zarówno świeże, jak i mrożone małże, jednak to nie to samo. Znacznie zabawniej jest iść na targ, włóczyć się po stoiskach z rybami i wybierać sprzedawcę z najtańszymi, ale też najładniej wyglądającymi okazami. A potem szybko do kuchni, szorowanie, gotowanie i konsumowanie. Rozkosz.



2 osoby:

250 g makaronu spaghetti lub linguine
świeżych vongoli (tyle ile kupimy, przynajmniej dwie garście, ale dla mnie im więcej tym lepiej)
pół pęczka natki
4-5 ząbków czosnku (zawsze przesadzam z czosnkiem, ale nie mogę się powstrzymać, jeśli w przepisie jest 1 ząbek czosnku, dla mnie oznacza to 3)
1/3 kieliszka białego wytrawnego wina (można pominąć)
szczypta mąki
pół szklanki oliwy

Małże włożyć do zimnej wody, aby oczyścić je z piasku. Te które się nie zamkną wyrzucić. Po 20 minutach odcedzić, dobrze wyszorować skorupki, jeśli są jakieś "wąsy" to je obciąć.
Makaron ugotować al dente.
Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić ząbki czosnku, lekko rozgniecione. Po 2 minutkach dodać małże, gotować aż się otworzą (2-3 minuty). Te które się nie otworzyły są zepsute, można je wyeliminować teraz lub później już na talerzu.
Zalać winem, podgotować, aż prawie cały alkohol wyparuje. Dodać oliwę i poprószyć szczyptą mąki (poprawi troszkę konsystencję sosu). Dodać posiekaną natkę i makaron, wymieszać na patelni. Podawać od razu.

Smacznego!

20 gru 2009

Słodkie ragout z kaczki

2 piersi kaczki
8 kasztanów
6 fig suszonych, pokrojonych
3 łyżki żurawiny (ze słoiczka)
100 ml bulionu (może być z kostki)
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżeczka brązowego cukru
szczypta słodkiej papryki
szczypta tymianku
sól
pieprz

Kasztany naciąć (krzyżyk na skorupce), bez nacięcia kasztany mogą "wybuchnąć". Gotować przez 5 minut we wrzącej wodzie z dodatkiem oleju. Wyjąć kasztany, obrać ze skórki, włożyć ponownie do wrzątku, gotować ok. 15 minut, odcedzić.
Kaczą skórę naciąć. Rozgrzać patelnię, smażyć pierś z kaczki z każdej strony przez 4 minuty, zaczynając od strony ze skórą.
Po tym czasie kaczkę wyjąć, przykryć folią aluminiową i odłożyć w ciepłe miejsce.
Na tą samą patelnię wrzucić figi (można dodać trochę oleju, jeśli wytopiło się za mało smalcu). Po 10 minutach oprószyć figi cukrem, wymieszać, dodać żurawinę, chwilkę podsmażyć. Wlać bulion i ocet balsamiczny. Podgrzać.
Kacze piersi pokroić w szerokie plastry. Dodać do garnka razem z kasztanami, chwilkę podsmażyć, mieszając od czasu do czasu.
Przyprawić papryką, tymiankiem, solą i pieprzem.
Można podawać z kuskusem.

Smacznego!

* bardzo zmodyfikowany przepis na kacze piersi z pigwą i kasztanami z miesięcznika Kuchnia, październik 2008

16 gru 2009

Pizza w Neapolu

Powinnam dokończyć przewodnik po Kotlinie Kłodzkiej. Powinnam napisać o pstrągu i smalcu.
Ale jest tak zimno, muszę się myślami wyrwać z Polski. Najlepiej w jakieś ciepłe rejony.
To może Neapol?


W chwili kiedy piszę tego posta w stolicy Kampanii jest 10 stopni i słońce. No dobra, nie są to upały, ale całkiem przyjemna perspektywa. Zresztą ja tam byłam tylko w lecie, w lipcu, więc w moich wspomnieniach jest upalnie.

Uwielbiam Neapol.
Miasto kontrastów, bogate Vomero i skrajna nędza dzielnicy hiszpańskiej. Śmieci na ulicach, arcydzieła architektury. Muzeum Capodimonte, złodzieje na motorynkach. I on - Albergo Reale dei Poveri - gigantyczny, zaniedbany, budzący respekt. Widziałam go tylko z autostrady biegnącej nad miastem, ale i tak nie mogę o nim zapomnieć. Fasada - 350 metrów długości, 103.000 m2, 1751 rok, przytułek, sierociniec, szpital. Podobno ostatnio zaczęto jego renowacje. Mam nadzieję, że uda im się ją skończyć, ale z Włochami to nigdy nic nie wiadomo.

W Neapolu byłam dwa razy. Za pierwszym razem przez miesiąc na wakacjach, kiedy jeszcze nie umiałam włoskiego, ani nie interesowałam się kuchnią (ale dobrze zjeść lubiłam zawsze). Jednak urokowi tego miasta uległam. Drugi pobyt był znacznie krótszy, ale bardziej intensywny. Codziennie jadłam pizzę, owoce morza i piłam dobre wino.
W Neapolu (a dokładnie pod Neapolem, w Pozzuoli) na polu namiotowym jadłam najlepszą mozzarellę w moim życiu. Rano poszłam do kempingowego sklepiku, kupiłam chleb, 2 pomidory i spytałam się o mozzarellę, lekko zniechęcona patrząc na pustawą, sklepową lodówkę. Wtedy pani wyciągnęła ze styropianianowego pudełka stojącego na ladzie jakąś bez kształtną białą masę. "Właśnie przywieźli, jeszcze nie zdążyłam rozpakować".
To było śniadanie smakoszy! Siedząc na trawie, rwaliśmy chleb, zagryzając pomidorem, a mleko z mozzarelli ciekło nam po palcach. Siarkowy zapach pobliskiego wulkanu tylko dodawał atmosfery niezwykłości.

Jednak nie o mozzarelli miałam pisać, a o pizzy.
Wiadomo pizza pochodzi z Neapolu. Ostatnio pizza z Neapolu otrzymała certyfikat gwarantowanej tradycyjnej specjalności UE. W pełni popieram. Jeśli nie jadłeś neapolitańskiej pizzy, to nie wiesz co to pizza.
A gdzie zjeść najbardziej tradycyjną z tradycyjnych pizz?
Należy udać się tam gdzie chodzą tubylcy. Czyli do pizzerii Da Michele. Mistrzowie pizzy od 1870 roku.
Niestety trzeba odstać swoje w kolejce (średnio 1 godzinę), więc nie czekajmy z wyjściem na obiad do ostatniej chwili. Najlepiej jeśli się jest w pojedynkę, ostatecznie w dwójkę. Najszybciej wtedy dostaniemy stolik, duże grupy mogą czekać w nieskończoność.
Gwarne, ciasne pomieszczenie, z białymi kafelkami, papierowymi obrusami, kuchnią otwartą na salę. Michele (tak go nazwałam w swojej głowie) przechadza się wśród klientów pytając czy smakowało, a tak naprawdę próbując się ich jak najszybciej pozbyć, aby zrobili miejsce dla kolejnych.
Da Michelle oferuje tylko 2 rodzaje pizzy - Margheritę i Marinarę (tylko sos pomidorowy). Ichniejsza Margeritta jest dowodem na to, że proste jedzenie jest najlepsze. Oczywiście musi być wykonane z najświeższych produktów z zachowaniem szacunku dla tradycji. Ciasto cienkie (ale nie tak jak w pizzach środkowych Włoch), nieforemne, im bardziej niekształtne, tym lepsze. Świeży sos pomidorowy, no i mozarella di buffola, rozpływająca się w ustach.
I co ważne - jest tam bardzo tanio, w końcu to miejsce dla mieszkańców tego niezwykłego miasta, a nie dla "bogaczy" z północy.




Camping Vulcano Solfatara
Pozzuoli (Na)
via Solfatara, 161 - 80078 - Pozzuoli
Tel.081/5267413 - Fax. 081/5263482
http://www.campeggi-italia.com/visita.asp?url=http://www.solfatara.it

L'antica Pizzeria "da Michele"
maestri pizzaioli dal 1870
Napoli - Via Cesare Sersale, 1/3
(angolo Via P. Colletta)
Tel. 0815539204
http://www.damichele.net/

* zdjęcia z L'antica Pizzeria "da Michele" pochodzą ze strony www.damichele.net

15 gru 2009

Pikantna zupa ziemniaczana

Rozgrzewająca zupka wieczorową porą to to co Tygryski lubią najbardziej.
Tygryski lubią też zupki kremy, dlatego zawsze wszystko miksują.

Pikantna zupa ziemniaczana

4 osoby

500 g ziemniaków
2 cebule
200 g marchewki
1 łyżka czerwonej pasty curry
pół kubeczka śmietanki 30%
sól, pieprz
1 łyżeczka masła
1 łyżeczka oliwy (nie extra virgin)
750 ml bulionu (może być z kostki, najlepiej ekologicznej)

Ziemniaki, marchewkę i cebulę obrać. Ziemniaki pokroić w kostkę, marchewkę i cebulę w talarki.
Rozgrzać masło z oliwą (najpierw wlać oliwę, potem dodać masło, w ten sposób masło się nie przypali), wrzucić cebulę i ziemniaki, podsmażyć. Dodać pastę curry i smażyć mieszając 3 minuty. Dodać marchewkę, zalać bulionem.
Gotować, aż wszystkie warzywa zmiękną (20 - 25 minut). Ostudzić, zmiksować.
Dodać śmietankę, przyprawić solą i pieprzem.
Zupkę podajemy albo z małymi grzaneczkami (kostki chleba usmażyć na oliwie) albo z grzankami z żółtym serem z piekarnika.

14 gru 2009

Gdzie kucharek 6 ...

tam nie ma co jeść.

Ale...

gdzie kucharek/kucharzy 4 ... tam są pierniczki!

Pieczenie pierniczków bożonarodzeniowych (tzn. na choinkę i do schrupania) w pojedynkę mija się z sensem.
Szczególnie, że ja nie umiem wyrabiać ciasta:)

4 zaprzyjaźnione osoby + 6 godzin pracy + 2 butelki wina + dużo śmiechu, ohów i ahów = duuużo pierniczków



"Och, jak pachnie!"
"Na pewno dodaliście przyprawę do pierników?"
"Dodaj jeszcze przyprawy do pierników!"
"W ogóle nie są korzenne!"
"Jeszcze szczypta przyprawy do pierników?"
"Ile jeszcze?..."
"Nudne te foremki..." (przy wycinaniu 103-go pierniczka)
"Pycha!"

A przy okazji można odkryć ukryte talenty, jak wyjątkowe zdolności plastyczne czy azbestowe palce.

No i wywołalimy zimę, w trakcie naszego pieczenia zaczął padać śnieg!



Maślane pierniczki

porcja na jedną dużą choinkę (myśmy zrobili pierniczki na 4 choinki, oj ciężko było, ciężko)

600 g mąki
200 g masła o temperaturze pokojowej
200 g brązowego cukru
2 jajka
6 łyżek miodu + 2 łyżki syropu klonowego (można poprzestać na miodzie)
1 łyżeczka esencji waniliowej
1, 5 łyżeczki proszku do pieczenia
skórka utarta z 1 cytryny
opakowanie przyprawy do pierników (lub nawet więcej, w zależności od upodobań)

Masło utrzeć z cukrem w makutrze (lub w mikserze).
Dodać miód, syrop klonowy, jajka, esencję waniliową i skórkę z cytryny. Dokładnie wymieszać.
W osobnej misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i przyprawą do pierników.
Połączyć z masą maślaną, wyrobić na stolnicy posypanej mąką.
Odłożyć na godzinę do lodówki (lub na 15 minut do zamrażalnika).
Podzielić na części i każdą rozwałkować na cienkie płaty (3 - 4 mm).
Wyciąć foremkami ciastka, położyć na posmarowanym tłuszczem pergaminie. Zrobić dziurki (jeśli chcemy ciasteczka wieszać na choince).
Piec ok. 10 - 15 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni.
Ostudzić, można dekorować lukrem.
Osobiście najbardziej lubię pierniczki nie lukrowane (bardziej mi smakują, no i po prostu nie umiem lukrować).