9 kwi 2011

Makaron z krewetkami i szparagami



Makaron krewetkami i szparagami

dla 3 osób

350g makaron
pół pęczka szparagów
18 krewetek
pół słoiczka gotowego sosu pesto
pół szklanki śmietanki kremówki
łyżka solonego masła
łyżka oliwy
sól, pieprz


W głębokim garnku nastawić wodę.
Obrać krewetki. Szparagom oderwać zdrętwiałe końcówki.
Kiedy woda się zagotuje, wsypać trochę soli, wrzucić szparagi. Blanszować przez pół minuty, wyjąć z wody. Zalać zimną wodą.
Do tej samej wody wsypać makaron, gotować zgodnie z przepisem na opakowaniu.
W mniejszym rondelku roztopić masło, wlać śmietanę i dodać pesto. Gotować na małym ogniu około 5 minut.
W tym czasie na patelni rozgrzać oliwę, usmażyć na niej krewetki,około 1-2 minut z każdej strony. Posolić, popieprzyć.
Makaron odcedzić, połączyć z sosem.
Szparagi rozłożyć na talerzach, na ich ułożyć makaron, a na makaron po 6 krewetek na osobę.

Smacznego!

PS 1: było to danie z cyklu sprzątanie lodówki, dlatego wszystkie składniki są podane w ilościach pół słoika, pół szklanki itd...:)

PS 2: przeraża mnie ilość konsumowanej przeze mnie śmietany, ale ona tak cudnie zmienia smak sosów.

6 kwi 2011

Pappardelle z mulami w sosie curry

Mule. Moje ukochane, zawsze smaczne.
Postanowiłam przygotować je z sosem, trochę zaskakującym z mulami, którego raczej nie zjemy w restauracji.
Wymyśliła go moja koleżanka Magda, dawno, dawno temu.
Ja lubię dodać do niego także makaron, wtedy mam na talerzu wszystko co kocham.



Pappardelle z mulami w sosie curry

dla 3-4 osób

300g makaronu pappardelle
1 kg świeżych muli
1 czerwona papryka
pół pęczka natki pietruszki
1 ząbek czosnku
2 szalotki
kieliszek białego wytrawnego wina
200 ml śmietanki 30%
1 łyżka oliwy
2-3 łyżki curry w proszku

Świeże mule zalać zimna wodą. Mogą w niej poczekać nawet kilka godzin.
Powinny się zamknąć, te które się nie zamkną - wyrzucić, nie są świeże (z kolei po ugotowaniu wyrzucić, te które pozostaną zamknięte). Muszle oczyścić z wąsów.
Czosnek pokroić w plasterki, szalotki w drobną kostkę, paprykę w trochę większą.
Posiekać także natkę pietruszki.
W głęboki garnku rozgrzać oliwę, wrzucić cebulę i czosnek, zeszklić, często mieszając.
Dodać paprykę, smażyć około 2 minut, nadal mieszając.
Zalać winem, pozwolić warzywom się dusić, aż papryka troszkę zmięknie.
Wrzucić mule, wymieszać. Można wlać troszkę wody.
Gotować, aż muszle zaczną się otwierać. Wlać śmietankę i przyprawić curry. Ilość curry zależy od naszego gustu, sos nie ma być ostry, raczej słodki. Ja dodaję curry na oko, próbując. Myślę, że są to 3 łyżki.
Dodać posiekana natkę pietruszki, wszystko razem gotować, aż mule się otworzą, a smak sosu się połączy.
Jednocześnie ugotować makaron al dente w osolonej wodzie, zgodnie z instrukcja na opakowaniu. Odcedzić, dodać do muli (garnek musi być naprawdę duży), dobrze wymieszać.
Podawać ze schłodzonym białym winem. Pycha!
Smacznego!

4 kwi 2011

Kiełbaski merguez zapiekane z serem kozim i papryką

W czasie mojego pobytu we Francji planowałam korzystać głownie ze składników niedostępnych, bądź trudno dostępnych w Polsce.
I co się okazało?
Że nie jest z nami tak źle.
Co zerknę na jakiś przepis stwierdzam, że jestem w stanie zrobić to w Krakowie.
Tak więc skupiam się na owocach morza i świeżych rybach oraz na wyśmienitych mięsach (tutaj mam ograniczenia ze strony sprzętów kuchennych, np. brak garnka do zapiekania w piekarniku).
Jednak dzisiaj mój sklep rybny (tutaj każdy znajdzie swój sklep rybny, jest na każdej prawie ulicy) na Rue Montorgueil był zamkniety.
Udałam się więc do rzeźnika i kupiłam 5 kiełbasek marguez, które uwielbiam, a których nie spotkałam jeszcze w Polsce.
Zainspirowałam się przepisem Nigelli Lawson na kiełbaski z serem halloumi.
Chociaż trudno mi w to uwierzyć nie znalazłam sera halloumi w 4 sklepach i 1 specjalistycznym arabskim (!).
Zastąpiłam więc go zwykłym serem kozim, coś pomiędzy fetą a serkiem białym. Myślę, że feta też by pasowała. Paprykę ze słoika zastąpiłam pieczoną papryką, a bazylię miętą.


Kiełbaski merguez zapiekane z serem kozim i papryką

dla 2-3 osób

5 kiełbasek marguez
200g sera koziego
1 czerwona papryka
1 ząbek czosnku, posiekany
kilka listków mięty
oliwa

Nagrzać piekarnik do 220 stopni.
Paprykę pokroić na kawałki, skropić oliwą, wstawić do piekarnika na 30 minut.
Ser pokroić, rozłożyć na dnie naczynia żaroodpornego.
Na ser położyć wcześniej upieczoną paprykę, na nią kiełbaski.
Posypać czosnkiem, polać oliwą.
Wstawić do piekarnika na około 15 minut.
Po wyjęciu z piekarnika posypać świeżą miętą.
Podawać z chlebkiem (u mnie bagietką) i zieloną sałatką.

Polecam!

30 mar 2011

Pieczona doraba, pieczone bataty

Próby odnalezienia się w Paryżu:
1. Zakup batatów - nie do końca udany - kupiłam bataty białe, a chciałam te które znam, pomarańczowe.
2. Zakup dorady, a dokładnie 3 sztuk - udany, nawet mi je wyczyścili z łusek, no proszę jak ślicznie idzie mi porozumiewanie się na migi.
3. Zakup pietruszki - klapa, kupiłam kolendrę.
4. Pozostałe zakupy udane, gdyż odbyły się w supermarkecie.

Pomimo drobnych wpadek wyszło całkiem przyjemne danie, polecam.



Pieczona dorada ze słodkimi ziemniakami
dla 3 osób

3 dorady (oczyszczone)
1 duży batat
1 ząbek czosnku, posiekany na plasterki
1/2 pęczka pietruszki (nie kolendry), drobno posiekana
sól, pieprz
oliwa
40 g sera z zieloną pleśnią
3 łyżki śmietanki 30%
wino białe (2 łyżki:))

Batata umyć, osuszyć, pokroić na kawałki 2x2 cm (ciężko było, biały batat jest strasznie twardy). Rozłożyć na blasze do pieczenia, posypać solą i pieprzem, polać oliwą.
Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 220 stopni (funkcja grill).
Dorady natrzeć w środku solą, włożyć czosnek i pietruszkę.
Ryby przełożyć do naczynia żaroodpornego, wstawić do piekarnika po 15 minutach pieczenia się batatów.
W sumie bataty powinny się piec około 40 minut (należy sprawdzić widelcem czy są miękkie), a ryba 25 minut.
Kiedy ryba się piecze można zrobić sos do ziemniaczków.
Ser rozdrobnić, wrzucić do małego rondelka, wlać śmietanę i wino, mieszać, aż ser się rozpuści. Przyprawić pieprzem.
Sos podawać obok półmiska z rybą i słodkimi ziemniaczkami.

Smacznego!

22 mar 2011

Paris, Paris

Nie piszę nic ponieważ:

a) nic nie gotuję, obijam się w domu rodzinnym
b) dzidziuś jest ostatnio bardzo wymagający
c) moją głowę zaprząta tylko i wyłącznie (oprócz dzidziusia i wyrzutów sumienia, że nie piszę) radość z wyjazdu, który nastąpi za tydzień.
Wyjazdu do Paryża!
Przeprowadzam się na cały miesiąc!
Spełnienie marzeń!
Zakupy w małych sklepikach i na ulicznych targach (i kompromitacja, że po francusku umiem wybąkać tylko kilka słów), spacery po ogrodach Tuileries, muzea (z bobo w chuście), darmowe koncerty w kościołach, przekąski w małych bistrach, oglądanie życia miasta przez moje wspaniałe wielkie okna:)
Będzie bosko!
I pewnie o tym też nie napiszę, gdyż nie będę miała internetu.
I dobrze, detoks od informacji się przyda.
Ale obawiam się, że moje blogi umrą śmiercią naturalną, już kiepsko im idzie...
No dobra, może zajrzę czasem do jakiejś kafejki internetowej. Zobaczymy.







Pozdrawiam!

7 mar 2011

Ciasto francuskie z kremowym chrzanem i wędzonym łososiem

Fajna przekąska. Na śniadanie i kolację.
Może być też na przyjęcie.



Ciasto francuskie z kremowym chrzanem i wędzonym łososiem
dla 4 osób
przepis - Kuchnia 12-2009


opakowanie mrożonego ciasta francuskiego
mały kubeczek jogurtu naturalnego typu grecki
1 łyżka chrzanu
pęczek koperku, drobno posiekany
sól i pieprz świeżo mielone
200g wędzonego łososia

Ciasto francuskie rozmrażamy i pieczemy według instrukcji na opakowaniu.
Studzimy i kroimy na kwadraty o bokach 4x4 cm.
Jogurt naturalny mieszamy z chrzanem, koperkiem, solą i pieprzem.
Łososia dzielimy na mniejsze porcje.
Na każdy kwadracik ciasta nakładamy łyżkę chrzanowego kremu i kawałki łososia.

Smacznego!

1 mar 2011

Jest takie miejsce - BONA




Ulica Kanonicza, jedna z najstarszych w Krakowie, w samym sercu starego miasta, a jednak na uboczu.
Lubię nią chodzić, nie ma tam tłumów z Grodzkiej, za to jest kostka, hotel Copernicus, kawiarnia literacka i moja ukochana Bona.
W Krakowie Bony są dwie, na ulicy Krupniczej i Kanoniczej.
Na Krupniczej nie byłam – schody do pokonania.
Za to na Kanoniczej czuję się jak w domu, jestem stałym bywalcem.
Przesympatyczna obsługa, która z czasem nauczy się Twojego imienia.
Ładne, przyjemne wnętrze, nic bardzo modnego, po prostu dużo książek, drewniane stoły, przytłumiony kolor zielony i fotele w kratkę.
A do tego moja tarta cytrynowa! Ta sama, którą podaje w Prowincji!
Nie wiem jeszcze jakie kryją się za tym konotacje, ale kiedyś się dowiem.
Duży wybór książek dla dzieci, nowości i literatura anglojęzyczna.
Można poczytać przy kawie i ciastku.
Podają też sałatkę caprese, kanapki, miody pitne.
Miejsce przyjazne maluchom, chociaż niestety nie ma przewijaka w łazience.
Ale uspokajam wszystkim nie mających dzieci – maluchów raczej nie ma (poza moim), więc można spokojnie czytać i pałaszować.