Efekt: mięciutką pszenicę miałam już po 20 minutach gotowania (a nie 3 - 4 godzinach).
Bakalie też należy dodawać zgodnie z własnym upodobaniem, a nie przejmować się przepisami.
Nie polecam za to gotowania maku w mleku, można przypalić garnek (jak ja oczywiście).
Kiepskim pomysłem jest też próba przemielenia maku ręcznym mikserem...no chyba, że lubicie wyciągać ziarna maku spod powiek....
Jaki komentarz usłyszałam podając tą pyszną, nie za słodką kutie?
"Bardzo dobra, ale makiełki są lepsze!"
?!?
Wrryy...To jest właśnie to co kucharz chce usłyszeć po 2 godzinach ciężkiej pracy w kuchni.
No i co to są makiełki?!
Kutia
porcja bożonarodzeniowa (8 osób lub więcej)
1 szklanka pszenicy "na kutię"
1 szklanka maku
5 dag rodzynek (wcześniej sparzonych)
5 dag płatków migdałowych
5 dag orzechów laskowych rozbitych w moździerzu
5 suszonych daktyli, pokrojonych
4 łyżki miodu
2 łyżki cukru pudru
skórka z 1/3 cytryny
mleko do zalania maku
Pszenicę dobrze wypłukać, zalać na noc wrzątkiem. Odsączyć, zalać nową porcją wody, gotować, aż pszenica będzie miękka. Odcedzić, ostudzić.
Mleko zagotować, zalać nim mak. Odstawić na 30 minut. Mak odcedzić, zalać wrzątkiem i gotować, aż mak będzie można rozetrzeć między palcami. Mak odcedzić, ostudzić. Utrzeć w makutrze (ja tarłam 20 minut, z przerwą na próbę miksowania blenderem ręcznym:)).
Mak połączyć z pszenicą, dodać bakalie. W szklaneczce rozpuścić miód, dodać do kutii. Na koniec dodać skórkę z cytryny i cukier puder.
Przechowywać w lodówce do dwóch dni. Pewnie można dłużej, ale się nie dowiemy, bo tak szybko znika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz